Podczas wzrostu popularności rynku nieruchomości architekci wnętrz mieli sporo pracy. Aktualnie mają sporo zleceń przede wszystkim dzięki kontrahentom, których poznali podczas tego okresu.

Jeszcze przed kilkoma laty usługi architektów wnętrz kojarzyły się z dobrem zarezerwowanym dla snobów i nowobogackich. Rozkwit rynku nieruchomości w ubiegłej dekadzie, pozwolił Polakom oswoić się z działalnością projektantów. Wielu z tych, którzy w branży zaczynali jeszcze przed wybuchem kryzysu, do dziś odcina kupony od zdobytej wówczas pozycji. Debiutanci mają niestety znacznie trudniej, bo niewielu klientów chce, by ktoś budował swoje portfolio, urządzając właśnie ich mieszkanie.

Wyobrażenie wcielone

Norbert Górecki już jako nastolatek przeczuwał, że jego życie zawodowe będzie blisko związane ze sztuką. W liceum plastycznym zafascynował się tworzeniem scenografii i wystawiennictwem, te jednak z czasem ustąpiły miejsca innej pasji – architekturze wnętrz. Taki kierunek studiów wybrał na Akademii Sztuk Pięknych.

– Nauka na uczelni wyposażyła mnie raczej w teoretyczne podstawy niż w praktyczne umiejętności – wspomina właściciel studia Interiors. – Obsługi programów komputerowych, z których korzystam na co dzień, musiałem uczyć się właściwie na własną rękę.

Znaczna część zadań architekta wnętrz dotyczy kontaktów z klientem i przekładania jego wyobrażeń o swoim przyszłym mieszkaniu na praktyczne rozwiązania. Jednak podstawowym narzędziem jego pracy jest komputer wyposażony w oprogramowanie do tworzenia wizualizacji aranżacji pomieszczeń. Takie „obrazki” przedstawiające koncepcję architekta są bardzo ważnym elementem dialogu z klientem.

– Musimy mieć pewność, że i my, i klient mamy na myśli te same rozwiązania. Bez wizualizacji ryzykujemy niemiłą niespodziankę: my byliśmy przekonani, że wiemy, o co chodzi właścicielowi mieszkania, a on oczekiwał czegoś zupełnie innego – mówi Górecki.

Wybór software’u do tworzenia planów aranżacji to indywidualna sprawa projektanta zależy od jego upodobań i sposobu pracy.

– Na rynku dostępna jest cała gama specjalistycznych programów dla architektów. Ich ceny sięgają od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Jednak coraz więcej pojawia się też produktów darmowych do użytku komercyjnego, których funkcjonalność odpowiada narzędziom dostępnym odpłatnie – mówi Górecki.

Aby jednak oprogramowanie spełniało swą funkcję w należyty sposób, musi zostać zainstalowane na odpowiednio przystosowanym sprzęcie. Ponieważ klient oczekuje wizualizacji przestrzennych, architekt musi dysponować aparaturą, która będzie sprawnie radzić sobie z grafiką 3D.

– W swojej pracy wykorzystuję sprzężone ze sobą cztery komputery z procesorami quad core, których moc

przeliczania obrazów sięga 40 GHz. Grafika, którą zwykły laptop z procesorem core duo analizowałby 8 godzin, może zostać przetworzona w mniej więcej pół godziny – szacuje Górecki. – Inwestycja w sprzęt komputerowy kosztowała mnie kilkanaście tysięcy złotych. Wiadomo jednak, jak szybko traci on na wartości. Obecnie rozważam zakup jednej stacji roboczej o mocy przerobowej dorównującej komputerom, które posiadam w tej chwili.

Nasz klient, nasz pan

Nim zasiądziemy do tworzenia wizualizacji, powinniśmy pisemnie potwierdzić zawarcie umowy z klientem i poczekać na zaliczkę. Pokazując wstępne projekty bez przedpłaty, ryzykujemy, że przestaniemy być klientowi potrzebni, bo po obejrzeniu naszych prac sam wybierze się na zakupy i urządzi mieszkanie według naszego pomysłu.

– W przypadku mojego biura płatność jest podzielona na trzy równe

części. Pierwszą klient przekazuje po podpisaniu umowy, kolejną wpłaca, gdy otrzyma gotowe wizualizacje. Ostatnią transzę powinienem otrzymać, kiedy przekażę klientowi gotowy projekt wraz z dokumentacją – mówi Górecki.

Przedsiębiorca ma zwyczaj prosić klienta, by na pierwsze spotkanie zabrał ze sobą jedną lub dwie gazetki wnętrzarskie.

– Dzięki temu możemy rozmawiać o rozwiązaniach, kolorystyce i stylach, które mu odpowiadają bądź takich, których nie chciałby oglądać w swoim domu. To pozwala mi stworzyć sobie wizję upodobań klienta. Na tym etapie tłumaczę również klientom, że nie każdy pomysł z katalogu sprawdzi się w danym wnętrzu – mówi architekt.

Przekrój osobowości, z jakimi ma okazje stykać się w zawodowej codzienności, to psychologiczna mozaika. Niektórzy są świetnie zorientowani w bieżących trendach, innych trzeba prowadzić za rękę pośród dostępnych stylów i możliwości, by wreszcie któraś koncepcja przypadła im do gustu. Górecki przyznaje jednak, że najtrudniejsi klienci to tacy, którzy zupełnie nie mają wyobrażenia na temat tego, w jakiego rodzaju pomieszczeniach czują się komfortowo.

– To ci, którym podoba się wszystko i jednocześnie nie podoba się nic. Nie dość, że wymaga to od projektanta wielu zmian koncepcji i zwiększonych nakładów pracy, to na dodatek często okazuje się, że efekt i tak odbiega od ich wyobrażenia – ubolewa warszawski architekt.

Przyznaje jednak, że podczas tworzenia projektu architekt powinien umieć odłożyć na półkę swoje upodobania i spróbować wejść w skórę klienta.

– Przecież każdy specjalista również ma swój gust, niektórzy lepiej czują się w stylach klasycznych, inni wolą nowoczesne wnętrza. Tymczasem zawsze w pierwszej kolejności należy pamiętać, że to nie my będziemy mieszkać w urządzanych przez nas pomieszczeniach – mówi Norbert Górecki.

Reklama szeptana

Przedsiębiorca z nutą tęsknoty w glosie wspomina ubiegłą dekadę, kiedy to klienci walili drzwiami i oknami, a jemu z natłoku pracy zdarzało się odmawiać nowym klientom. Kredytobiorcy oprócz pieniędzy na zakup nieruchomości często pożyczali od banków również z myślą o zatrudnieniu projektanta.

– To był naprawdę dobry czas dla architektów wnętrz i w ogóle całej branży budowlanej – mówi Górecki.

Dziś przeważającą część zleceń otrzymuje właśnie od klientów z tamtego okresu. Niektórzy z nich chcą coś zmienić w dotychczasowym wystroju, inni potrzebują pomocy w nowo kupionych mieszkaniach.

– Z takimi współpracuje się najlepiej. Wiedzą, czego chcą, i znają moje metody działania. Poza tym fakt, że wracają, stanowi miłe potwierdzenie jakości moich usług

– mówi Górecki.

Gdy ceny nieruchomości szły w górę, klienci trafiali do biur architektów z inter-netu. Dziś tą drogą dociera ich znacznie mniej, a najskuteczniejszą reklamą okazuje się poczta pantoflowa.

– W 2010 roku zauważyłem, że choć moje wydatki na reklamę na stronach Google wciąż szły w tysiące złotych, to odzew klientów stawał się coraz mniejszy – opowiada Górecki.

– Mam wrażenie, że dziś internet zrobił się porównywarką cen. Klienci bardziej niż na portfolio projektantów patrzą na to, kto zrobi taniej. Tymczasem, niestety, najczęściej niska cena oznacza słabą usługę.

Przedsiębiorca liczy jednak, że dobra koniunktura w branży nieruchomości powróci. Choć ceny mieszkań toczą się w dół po równi pochyłej od dobrych kilku lat, to zdaniem Góreckiego sięgnęły już dołka i niebawem spadkowy trend powinien się odwrócić.

Wnętrze wnętrzu nierówne

Stawki ustalane przez architektów wnętrz różnią się w zależności od rodzaju nieruchomości, którą będziemy urządzać. W przypadku lokali komercyjnych trudno pokusić się o szacowanie średnich rynkowych cen.

– Są one ustalane indywidualnie, w zależności od konkretnego miejsca. Przystosowanie nieruchomości np. pod działalność gastronomiczną wymaga zaangażowania wielu podmiotów. Co innego urządzić salę dla gości, a co innego skonstruować zaplecze gastronomiczne w sposób zgodny z wymogami technicznymi i prawnymi – mówi Górecki.

O jednolitych stawkach łatwiej jest mówić w przypadku lokali mieszkalnych. Studio Interiors Norberta Góreckiego od lat stosuje niezmienioną stawkę w granicach 150 zł netto za metr kwadratowy powierzchni.

– Czas realizacji jednego projektu wynosi około półtora miesiąca. Samo wykonanie aranżacji zajmuje znacznie mniej czasu, jednak trzeba wziąć pod uwagę spotkania z klientem i okresy, w których oczekuje się na jego decyzję co do konkretnych rozwiązań – mówi Górecki.

Architekt z Warszawy ma ten komfort, że równolegle przygotowuje po kilka projektów. Przyznaje, że takie zazębianie się kolejnych zadań udało mi się osiągnąć dopiero po wielu latach pracy. Z reguły pracuje sam, choć jeśli zleceń jest więcej, to niektóre przekazuje swoim podwykonawcom. Współpracuje nie tylko z innymi biurami architektonicznymi, ale i z szeregiem firm z branży – zakładami stolarskimi i kamieniarskimi oraz producentami materiałów wykończeniowych.

– Część partnerów poznałem jeszcze podczas studiów, z innymi nawiązywałem kontakty podczas minionych 10 lat pracy na swoim – tłumaczy przedsiębiorca. – Choć wielu architektów poleca wyroby konkretnych producentów w zamian za prowizję od sprzedanych materiałów, ja wolę, by znajoma firma poleciła mnie swoim klientom. To dużo cenniejsze niż prowizja.

Jakie rady doświadczony architekt ma dla branżowych debiutantów? Przede wszystkim sugeruje postawić na jakość świadczonych usług.

– Rynek jest różnorodny. Wiele biur wykonuje pracę na naprawdę dobrym poziomie, ale jak w każdej branży zdarzają się i takie, które psują rynek. Na razie trzeba wytrwale czekać na poprawę koniunktury. Gdy popyt na mieszkania znów się przebudzi, usługi architektów ponownie zyskają na popularności.

Grzegorz Morawski

Facebook Comments
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Wnętrza

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Projektujemy łazienkę na poddaszu – pod skosami

Łazienka na piętrze domu to często pomieszczenie pod skosami dachowymi. Jej urządzenie jes…